Montaż filmów

Prawo nagłówków Betteridge’a mówi, że na każdy nagłówek kończący się znakiem zapytania można odpowiedzieć „nie”. Jako dziennikarz, choć już w stanie spoczynku, potwierdzam, że ta reguła sprawdza się tak na oko w 90% przypadków. Również w tym. Zatem nie, nie trzeba iść na studia, na kurs ani do szkoły aby nauczyć się robienia filmów. Jest jednak kilka wielkich „ale”.

Mistrz teorii czy uczeń praktyki?

Nie mam tu na myśli tego, że na takie studia czy kursy nie warto iść. Oczywiście, że warto. O ile rzecz jasna są to dobre studia czy kursy. I o ile Wasza obecność na nich nie ograniczy się do bezmyślnego uczestnictwa. Bowiem fotografia, operatorka czy montaż (swoją drogą dziennikarstwo również) to jedne z tych dziedzin, w których nawet najdoskonalsze przygotowanie teoretyczne bez praktyki jest nic nie warte. Mówię to z pełnym przekonaniem. Jeśli chcecie się tego nauczyć, musicie przede wszystkim zacząć to robić. Background teoretyczny czy to w postaci studiów czy samodzielnego zgłębiania wiedzy pomoże Wam, przyspieszy proces zyskiwania nowych umiejętności, otworzy Wasze horyzonty i udoskonali warsztat, ale sam nie wystarczy. Trzeba wziąć aparat do ręki.

Ja studiów ani kursów w kierunku filmowania czy fotografii nie skończyłem żadnych. Jestem typowym samoukiem. Nie odpowiem Wam też ile zajęło mi „nauczenie się jak robić filmy”, bo nie uważam bym się tego w pełni nauczył. To proces, który nie skończy się nigdy. Co chwila pojawiają się kolejne umiejętności, które chcę albo muszę poznać. Nie sądziłem np. jeszcze dwa lata temu, że tak szybko zacznę latać dronem, a zacząłem właściwie z dnia na dzień. Po prostu zacząłem to robić.

Nie wiem czy moja droga zdobywania wiedzy jest optymalna i poleciłbym ją każdemu. Podejrzewam, że nie, bo choć może wydawać się prosta i tania – gość nie musiał siedzieć na zajęciach ani wydawać na nie pieniędzy – to wcale taka nie jest. Prosta, bo tania może być. Żeby uczyć się warsztatu tak, jak ja to zrobiłem, musicie mieć przede wszystkim szczerą chęć by to zrobicie. Na początku będziecie każdą wolną chwilę spędzać albo na youtubowych tutorialach albo nagrywając co tylko się da. Siebie, innych ludzi, znaki drogowe, samochody, chmury, widoki mniej lub bardziej ciekawe.

Do takiego poświęcenia kaprys to za mało. To musi być pasja. Ale i ona nie wystarczy bez dyscypliny. To przecież nie jest tak, że biegacz przed każdym treningiem nie może się doczekać aż wypluje płuca na bieżni. Bywa tak, ale raczej rzadko. On chce przebiec ten dystans w takim czasie, a żeby to zrobić musi go najpierw setkę razy przebiec wolniej. Ja chciałem nagrać takie ujęcie, a drogą do tego było nagrać najpierw setkę gorszych. I je nagrywałem.

Jeśli więc potraficie znaleźć w sobie odpowiednią ilość zajawki i samodyscypliny do samodzielnej nauki, to może moje wskazówki okażą się pomocne.

Jak zacząć samodzielną naukę filmowania?

Nie ukrywam, że miałem trochę szczęścia. W redakcji, w której wówczas pracowałem jako reporter, zwolniło się stanowisko specjalisty od wideo. Miałem już za sobą pierwsze wprawki z aparatem, nawet zdjęcie na jedynce się trafiło, ale to były ciągle próby dość nieporadne. Dostałem propozycję przejęcia tej funkcji i ot tak filmowanie stało się moją pracą (albo raczej jej częścią). Miałem więc dodatkową motywację by się go nauczyć jak najszybciej.

Początki są zawsze te same. Podglądacie przy pracy tych, którzy już coś o niej wiedzą. W moim przypadku byli to najpierw koledzy z pracy, a później internetowi twórcy. Myślę, że 3/4 wiedzy jaką posiadam zdobyłem oglądając YouTube. Mnóstwo YouTuba. Zaczęło się chyba od vlogów Casey’a Neistata. Zafascynował mnie jego styl, a przede wszystkim to, że potrafił zrobić niesamowicie atrakcyjne filmy zwykłym aparatem. Teraz to już nikogo nie dziwi, ale wtedy możliwości dopiero co narodzonych bezlusterkowców były jeszcze ciekawostką.

Po Casey’u pojawili się inni. Oni już nie tylko pokazywali co zrobili, ale również opowiadali jak. Był zatem Peter McKinnon, Matti Haapoja czy Daniel Schiffer, a z Polski Krzysztof Gonciarz, który wówczas stworzył minicykl „Sztuka Składania Historii”. Gorąco polecam początkującym, szczególnie film „Krok pierwszy”.

Na polskim YouTube znajdziecie więcej dobrych rzeczy. Wystarczy wymienić takie kanały jak: Filmujemy!, Adrian Kilar czy Wiedza Tajemna. Zdarzało mi się korzystać z ich poradników, choć nie znam ich aż tak jak wymienionych wcześniej. Popularność polskich tutoriali rozpoczęła się chwilę po tym jak zdobyłem już podstawy wiedzy.

Polecam jednak, jeśli macie w tym temacie braki, podszkolić angielski. W tym języku znajdziecie po prostu wielokrotnie więcej wiedzy, szczególnie w temacie montażu. Gdy zaczynałem poznawać środowisko Adobe, wszelkie poradniki były po angielsku, a Premiere Pro w ogóle nie miał polskiej wersji. Teraz już chyba ma. Mówię chyba, bo nawet jeśli ona jest, to z niej korzystam. I tak widzę ten program wyłącznie po angielsku. Jasne tony już zawsze będą dla mnie highlightsami, a sekwencje będą znestowane, a nie zagnieżdżone (o ile tak to się w ogóle tłumaczy).

Uzbrojonym w podstawy wiedzy pozostaje Wam tylko iść w miasto nagrywać. A czym? Na początek w zupełności wystarczy smartfon, a o kolejnych opcjach opowiem szerzej w kolejnym wpisie już za tydzień.


Chcesz wiedzieć więcej? Potrzebujesz filmu? Napisz do nas lub odwiedź nasze profile w social mediach.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *