Poniższy wpis otwiera minicykl dotyczący inwestowania w sprzęt. Zaznaczę, że nie jest to żadna uniwersalna wiedza, a po prostu moje doświadczenie w tej materii. Zaczynałem jako hobbysta stopniowo przechodząc na półprofesjonalizm, aż do prowadzenia własnej działalności. Byłem więc naturalnie ograniczony budżetowo i moje kolejne zakupy musiały być mocno przemyślane i jak najbardziej trafione. Każdy kolejny stopień w rozwoju mojego filmowego arsenału wynikał z analizy potrzeb. Nie ulegałem za bardzo emocjom, więc i wpadek sprzętowych nie miałem zbyt wiele. Inwestowałem powoli i zwykle kierowałem się głównie stosunkiem jakości do ceny. Dzięki temu nie potrzebowałem kredytu na kupno dziesiątków akcesoriów na raz, a większość z nich służy mi do dzisiaj.
Obiektywy – stało- czy zmiennoogniskowe?
O wyborze aparatu już pisałem. Możecie o tym przeczytać TUTAJ. Gdy macie już jednak aparat z wymienną optyką warto wspomnieć o obiektywach. Moim zdaniem najważniejszą cechą Waszego podstawowego obiektywu musi być jego uniwersalność i niezawodność. Rozumiem przez to w miarę szeroki zakres ogniskowych (od szerokiego kąta po zoom), sprawny autofocus i dobrą stabilizację. Pozostałe aspekty, takie jak stopień otwarcia przysłony czy minimalna odległość ostrzenia są oczywiście ważne, ale nie najważniejsze przy wyborze pierwszego, podstawowego szkła. Co przez to rozumiem?
Faktem jest, że obiektywy stałoogniskowe dają najczęściej lepszy obrazek od zmiennoogniskowych. Ostrzejszy, bardziej plastyczny. Mają też najczęściej lepsze światło, czyli przysłonę można w nich otworzyć szerzej, nawet do wartości w okolicach f1.4 lub niższych. Dzięki temu lepiej radzą sobie w ciemniejszych miejscach i dają możliwość uzyskania bardzo atrakcyjnego efektu małej głębi ostrości. W teorii wychodzi więc na to, że przewyższają zmiennoogniskowe na każdym polu. No właśnie. W teorii.
Praktyka jest bowiem brutalna. Olbrzymia większość sytuacji, w której przyjdzie Wam nagrywać to działanie na żywym organizmie. Oczywiście są wyjątki, jak filmy produktowe czy plany filmowe, gdzie możecie pozwolić sobie na duble i powtórzenie ujęcia z innym obiektywem. Najczęściej jednak tak nie będzie. W najlepszym razie ograniczać będzie Was czas, zmieniające się światło itd. A znacznie częściej filmowana przez Was scena po prostu już nigdy się nie powtórzy (np. podczas jakiegoś eventu czy zawodów sportowych). Zmiana obiektywu w trakcie nagrania to w najlepszym razie kilkanaście sekund. Niby niewiele, ale w tym czasie zdążycie np. przegapić finisz zawodnika, żywiołową reakcję kibica czy wręczenie nagrody będące kulminacją filmowanej gali. I po ptokach.
Czy takie sceny wyglądałyby lepiej nakręcone dobrym, stałoogniskowym obiektywem? Oczywiście. Ale znacznie gorzej wyglądałyby nie nakręcone w ogóle, bo akurat przepinaliście lufę. W większości przypadków nie mówimy o wyborze: nagrać to tym czy tym szkłem, a o wyborze: nagrać to w ogóle czy ryzykować przegapienie?
Nie oznacza to, że nie potrzebujecie stałoogniskowych obiektywów w ogóle. Oczywiście, że z czasem będą Wam potrzebne. Na początek potrzebujecie jednak szkła uniwersalnego, które sprawdzi się w jak największej liczbie przypadków. U mnie, korzystam z systemu Sony, taką funkcję pełni kultowy już obiektyw Sony 18-105mm. Już na pierwszy rzut oka widać jego największą zaletę, czyli bardzo duży zakres ogniskowych. Tak naprawdę poza ekstremalnie szerokimi ujęciami jesteście w stanie nagrać nim każdy plan nie ruszając się z miejsca. Stałe światło f4.0, to kolejna zaleta. Owszem, nie jest najjaśniejszy, ale to nadal przyzwoita wartość, która na dodatek nie zmienia się wraz ze zmianą ogniskowych (najczęściej wraz z zoomowaniem przysłona się domyka do wartości 5.6, a to spora różnica). Poza tym filmowanie na ekstremalnie otwartej przysłonie jest dość trudne w dynamicznych scenach, gdyż ciężko utrzymać ostrość na obiekcie.
Dodajmy do tego wbudowaną w obiektyw dodatkową stabilizację (w niektórych ujęciach nie potrzebuję nawet gimballa) i mamy maszynę niemal idealną. Owszem, pewne ujęcia lepiej nagra obiektyw stałoogniskowy, ale ten kombajn bije go na głowę wszechstronnością.
18-105 to koszt ok. 2 tys. zł. Nie jest to więc najtańszy obiektyw, ale i daleko mu do najdroższych. Wśród użytkowników bezlusterkowców o matrycy APS-C to jeden z popularniejszych wyborów. W przypadku aparatów pełnoklatkowych podobną renomą cieszy się np. Tamron 28-70mm f2.8, ale to już koszt ok. 4 tys. zł.
Kiedy kupić kolejny obiektyw?
Początkowo wszystkie moje nagrania powstawały z użyciem właśnie 18-105. Z czasem jednak pojawiły się nowe potrzeby, które zaspokoić mogły tylko inne obiektywy. Kolejnym krokiem w doposażeniu powinien być właśnie dobry obiektyw stałoogniskowy. Ale jaki?
To zależy od Waszych potrzeb. Ja nie chciałem powielać zakresu ogniskowych, którymi już dysponowałem. Nie potrzebuję też ekstremalnie dużego zooma, więc postawiłem na szeroki kąt. Padło na kolejne kultowe szkło, czyli Sigmę 16mm f1.4. Obrazek jaki daje ten obiektyw to bajka (podobnie zresztą jak siostrzany model 35 mm). Ostry, plastyczny, z pięknie odwzorowanymi kolorami. Możliwość szerokiego otwarcia przysłony też się przydaje (choć nie tak często jak mogłoby się wydawać). Doskonale spisuje się on na gimballu i stanowi on drugie, najczęściej używane przeze mnie szkło. Tak, 18-105 to nadal podstawa.
Jestem jednak w pełni świadom ograniczeń tego obiektywu. Nie ma stabilizacji, a szeroki plan nie może stanowić większości ujęć. Dlatego właśnie zdecydowałem się na kupno go dopiero gdy wiedziałem, że będę z niego korzystał i wiedziałem jak i kiedy mogę sobie na to pozwolić podczas nagrań. To właśnie mam na myśli mówiąc o stopniowym inwestowaniu w sprzęt. Kupujcie nowy sprzęt, rozwijajcie się. Ale z głową. Będzie to z korzyścią nie tylko dla Waszego portfela, ale również warsztatu. Nauczycie się bowiem wykorzystywać w 100 procentach to, co już macie.
Z czasem pojawią się u Was kolejne szkła. Portretowe 50mm, filmowe 35mm itd. Z nich również korzystam, ale wciąż przez lwią część pracy wykorzystuję uniwersalną 18-105. Ostrożny byłbym tylko z zakupem bardzo specyficznych obiektywów. Makro, mocne zoomy, probe lensy. Każde z nich dają niesamowite efekty, ale po pierwsze – sporo kosztują, a po drugie – jak często będziecie ich używać? Jeśli ma chodzić o jedno ujęcie w jednym zleceniu, to lepiej wypożyczyć sprzęt. Ale jeśli potrzeby na jego wykorzystanie będą rosnąć, to czemu nie?
W kolejnych wpisach z tego minicyklu skupimy się na innych akcesoriach, które powiększą Wasze filmowe arsenały. Statywy, stabilizatory, mikrofony czy lampy. Możecie zacząć budżetowo i stopniowo przechodzić kolejne poziomy, a ja podpowiem w jakiej kolejności to robić.
Chcesz wiedzieć więcej? Potrzebujesz filmu? Napisz do nas lub odwiedź nasze profile w social mediach.
